Szukaj

Macenas tłumaczy, Mecenas radzi

Blog komentujący prawo oraz opisujący rzeczywistość prawną

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 3 października 2019 roku w sprawie o sygn. akt C-260/18, wydany na kanwie umowy kredytu państwa Dziubak zawartej z Raiffeisen Bank, uruchomił falę pozwów kredytobiorców przeciwko bankom, domagających się unieważnienia zawartych umów kredytów walutowych. Banki zalane zostały hurtową liczbą pozwów na kwoty sięgające średnio kilkuset tysięcy złotych.

Konsekwencje unieważnienia umowy

Praktyczna konsekwencja ustalenia przez sąd nieważności umowy kredytu polega na tym, że umowa traktowana jest za niebyłą, tj. jakby nigdy nie została zawarta. Obie jej strony muszą zwrócić sobie wzajemnie uzyskane od drugiej strony kwoty. Bank zwraca kredytobiorcy sumę wszystkich pobranych od kredytobiorcy rat kredytowych (zarówno spłaty kapitału jak i odsetek od kredytu), prowizji i opłat, a kredytobiorca zwraca bankowi kwotę udzielonego (wypłaconego) kredytu. Powyższy sposób rozliczeń, oparty o tzw. ,,teorię dwóch kondykcji”, został potwierdzony przez Sąd Najwyższy uchwałą w sprawie III CZP 6/21, której SN nadał moc zasady prawnej. Łatwo zatem zauważyć, że w razie dokonania spłat na łączną kwotę przekraczającą wartość wypłaconego kredytobiorcy kredytu (co zazwyczaj ma aktualnie miejsce, w przypadku kredytów udzielonych w latach 2005-2008), po dokonaniu wzajemnych kompensacji, powstaje nadwyżka na rzecz kredytobiorców, którą bank musi zwrócić konsumentowi. Wraz z dalszym spłacaniem rat kredytowych przez kredytobiorcę do czasu unieważnienia umowy, kwota nadwyżki systematycznie wzrasta.

Podejście banków

Strategia banków wobec tej sytuacji opierała się w szczególności na maksymalnym wydłużaniu postępowań poprzez składanie do sądu bardzo obszernych, a przez to trudnych do analizy pism procesowych (często o objętości ponad 100 stron czystego tekstu) oraz wniosków o przeprowadzenie czasochłonnych dowodów z opinii biegłych. Wykorzystywały one ponadto nieudolność sądów, szczególnie zlokalizowanych w małych miejscowościach, które zwlekały z rozpoznaniem spraw do czasu wypracowania linii orzeczniczej przez sądy wyższych instancji w celu ,,przejęcia” sposobu prowadzenia postępowania od bardziej doświadczonych sędziów. Strategia przeciągania postępowań sądowych przez banki okazała się skuteczna o tyle, że przesunęła w czasie wydanie wyroków, natomiast nie zniwelowała ona widma konieczności zwrotu wartości nadpłaconego kredytu rzeszy pokrzywdzonych konsumentów.

Wypracowanie przez sądy linii orzeczniczej i interpretacyjnej korzystnej dla kredytobiorców wymusiło na bankach zmianę strategii na bardziej agresywną i zniechęcającą kredytobiorców do wdawania się w spory sądowe. Coraz częstszą praktyką stało się straszenie kredytobiorców przez banki (także w toku postępowań sądowych) koniecznością zapłaty na rzecz banku wynagrodzenia za korzystanie przez kredytobiorców z udostępnionego im kapitału. Biorąc pod uwagę że zdecydowana większość kredytów frankowych została udzielona na zakup nieruchomości mieszkaniowych, banki podnoszą, że kredytobiorcy nie byłoby stać na zakup takiej nieruchomości, gdyby nie pozyskał on środków na podstawie kredytu. Fakt, iż w razie unieważnienia umowy kredytu, kredytobiorca, który zakupił nieruchomość za kwotę kredytu, pozostanie właścicielem zakupionej nieruchomości, a ponadto wygaśnięciu ulegnie obciążająca nieruchomość hipoteka na rzecz banku, zdaniem banków świadczy o uzyskaniu przez kredytobiorców podwójnej darmowej korzyści w razie unieważnienia umowy. Z tego też powodu banki stoją na stanowisku, że należy im się wynagrodzenie za udostępnienie konsumentom dużego kapitału, który umożliwił większości z nich spełnienie największego marzenia w ich życiu.

Czy stanowisko banków jest słuszne?

Jako podstawę prawną swoich rzekomych roszczeń banki początkowo wskazywały na art. 359 § 1 Kodeksu cywilnego (k.c.), tj. przepisy o odsetkach umownych. Stanowisko to było niedorzeczne i nielogiczne. Skoro bowiem unieważniona umowa traktowana jest za nigdy nie zawartą, stron nie wiążą również postanowienia umowne zastrzegające na rzecz banku wynagrodzenie w postaci odsetek od udzielonego kredytu.

Aktualnie banki wskazują jako podstawę swoich roszczeń przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu (art. 405 - 414 k.c.), czyli dokładnie te same przepisy, na podstawie których kredytobiorcom należy się zwrot sumy uiszczonych przez nich rat kredytowych. Zgodnie z art. 405 k.c., kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść majątkową kosztem innej osoby, obowiązany jest do wydania korzyści w naturze, a gdyby to nie było możliwe, do zwrotu jej wartości. W tym kontekście wydaje się, że jako ,,korzyść” należy rozumieć jedynie kwotę uzyskaną tytułem wypłaty kredytu. Zwrotowi podlega jedynie ,,korzyść” a nie dodatkowo wynagrodzenie za korzystanie z tejże korzyści. Przyjęcie innej interpretacji doprowadziłoby bowiem do absurdalnych wniosków, iż również kredytobiorcom należy się wynagrodzenie za ,,udostępnienie” bankowi środków w postaci spłat rat kredytowych.

Nie jest również możliwe ewentualne domaganie się przez bank zapłaty odsetek ustawowych za opóźnienie na podstawie art. 481 k.c., stanowiących formę wynagrodzenia za korzystanie z kapitału po terminie jego zwrotu. Z uwagi na brak określenia w k.c. terminu wymagalności roszczeń (daty początkowej możliwości domagania się zapłaty) z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia, naliczanie odsetek za opóźnienie możliwe jest, na podstawie art. 455 k.c., dopiero po wezwaniu kredytobiorców do zapłaty z tego tytułu. Skoro zatem banki, na etapie postępowania w przedmiocie ustalenia nieważności umowy nie występowały i nie występują z takim roszczeniem (co związane jest z chęcią uniknięcia przyznania przez bank przed sądem, że umowa kredytu jest nieważna), ewentualne odsetki od kwoty wypłaconego kredytu mogą być naliczane dopiero od dnia przypadającego zazwyczaj dopiero po zakończeniu sporu sądowego.

Roszczenia banków wobec frankowiczów o korzystanie z kapitału wydają się zatem bezpodstawne. Powyższy wniosek potwierdzają liczne orzeczenia sądów, oddalające powództwa banków o zapłatę przeciwko kredytobiorcom, którzy uzyskali unieważnienie kredytu frankowego przez sąd. Do tego wniosku przychylają się również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Rzecznik Finansowy, wskazując, że zarówno przepisy krajowe, jak i przepisy unijne nie dopuszczają bankom możliwości żądania takiego wynagrodzenia od konsumentów. Bez znaczenia jest w tym kontekście ekonomiczne uzasadnienie roszczeń banków, które możliwe że jest słuszne z punktu widzenia prowadzenia przez banki działalności gospodarczej, natomiast nie znajduje oparcia w przepisach prawa.

Podsumowanie

W świetle aktualnego stanu prawnego oraz aktualnej linii orzeczniczej sądów,
w razie unieważnienia umowy kredytu walutowego, bankowi nie przysługuje wobec kredytobiorców wynagrodzenie za korzystanie z udostępnionego mu kapitału. Szanse na zmianę tego stanu rzeczy są niewielkie. Nie mniej, dla zwykłego kredytobiorcy, zgłaszanie takich roszczeń przez ogromny bank może okazać się przytłaczające i wywoływać w nim efekt groźby. No ale od czego kredytobiorcy mają radców prawnych?

 

Radca prawny Tomasz Okrzesik


Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością to niekwestionowana królowa polskiego rynku. Spośród około 521 tysięcy spółek zarejestrowanych w KRS, 448 tys. z nich to spółki z o.o.[1] W związku ze zmianami prawnymi związanymi z wprowadzaniem tzw. ,,Polskiego Ładu” skutkującymi znacznym zwiększeniem obciążeń fiskalnych oraz należności z tytułu składek ZUS dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą (w szczególności tych, które wybrały liniową formę opodatkowania podatkiem dochodowym), pod koniec 2021 roku nastąpił nagły wysyp nowopowstałych spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. W celu optymalizacji kosztów działalności przedsiębiorcy prowadzący dotychczas firmę pod własnym nazwiskiem zaczęli bowiem przekształcać prowadzone przedsiębiorstwa w jednoosobowe spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, bądź wprowadzać dotychczasową firmę jako aport do założonej spółki z o.o. Skutkiem takiej sytuacji jest wzrost liczby spółek z o.o. w obrocie gospodarczym. W przypadku dochodzenia należności od osoby prowadzącej działalność gospodarczą, w zasadzie nie ma ona możliwości ograniczenia swojej odpowiedzialności za istniejące długi związane z prowadzoną działalnością. Inaczej sytuacja wygląda w razie prowadzenia działalności gospodarczej w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

Kto odpowiada za zobowiązania spółki z o.o.? Co jeśli spółka nie spłaca swoich zobowiązań?

Problem niewypłacalności spółek, w szczególności spółek z ograniczoną odpowiedzialnością to temat niezwykle ważny dla ich kontrahentów, tym bardziej biorąc pod uwagę, że minimalny kapitał zakładowy spółki z o.o. może wynosić zaledwie 5000 zł. Spółka posiadająca tak mały kapitał zakładowy (a zatem teoretycznie równie mały majątek) może bez żadnych prawnych przeszkód prowadzić działalność w bardzo kosztownych branżach, np. być deweloperem budującym osiedle domów o wartości kilkudziesięciu milionów złotych, co z resztą ma bardzo często miejsce w rzeczywistości.

Sama nazwa typu spółki wskazuje, że odpowiedzialność wspólników spółki z o.o. za jej długi jest ograniczona, a w zdecydowanej większości przypadków praktycznie wyłączona. Wspólnik spółki z o.o. odpowiada bowiem jedynie do wartości wniesionego przez niego do spółki wkładu. Innymi słowy, jeśli wspólnik wniósł w całości wkład na pokrycie jego udziałów w spółce, w razie jej niewypłacalności ryzykuje jedynie tym, że wniesiony do spółki wkład ,,przepadnie” na rzecz wierzycieli spółki.

Inaczej sytuacja wygląda w przypadku członków zarządu spółki z o.o. Zgodnie z art. 299 § 1 kodeksu spółek handlowych, jeśli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania. Solidarność zobowiązania, o którem mowa w ww. przepisie polega na tym, że wierzyciel może żądać całości lub części świadczenia od wszystkich dłużników łącznie, od kilku z nich lub od każdego z osobna, a zaspokojenie wierzyciela przez któregokolwiek z dłużników zwalnia pozostałych (art. 366 § 1 Kodeksu cywilnego). Analogiczną regulację przewiduje art. 116 Ordynacji podatkowej w odniesieniu do należności publicznoprawnych spółki (z tytuł podatków, składek do ZUS i należności względem organów administracyjnych).

Innymi słowy, członkowie zarządu, którzy pełnili tę funkcję w momencie w którym istniało dane zobowiązanie spółki z o.o., a w którym to sytuacja finansowa spółki była na tyle zła, że z tego powodu zobowiązanie to nie zostało wykonane, ponoszą nieograniczoną odpowiedzialność całym swoim majątkiem osobistym w razie jego niezaspokojenia przez spółkę. Odpowiedzialność ta stanowi rodzaj sankcji nałożonej na członków zarządu spółki za niezłożenie wniosku o ogłoszenie upadłości pomimo istnienie ku temu przesłanek, a pośrednio również za doprowadzenie spółki do złej sytuacji finansowej. Nie ustaje ona w razie rezygnacji bądź odwołania członka zarządu z pełnionej funkcji w późniejszym okresie. W razie śmierci członka zarządu przechodzi ona na jego spadkobierców. Oczywiście nie ma przeszkód do tego by członkiem zarządu spółki z o.o. był wspólnik owej spółki, nawet gdy jest on jedynym jej wspólnikiem.

Powyższa regulacja k.s.h. odnosi się jedynie do należności pieniężnych spółki. Należy jednak pamiętać, że w razie niewykonania lub nieprawidłowego wykonania świadczenia niepieniężnego (np. usługi), na podstawie art. 471 i art. 491 Kodeksu cywilnego, po stronie wierzyciela spółki powstaje roszczenie pieniężne o zapłatę odszkodowania z tytułu niewykonania bądź niewłaściwego wykonania zobowiązania przez spółkę, za które to również odpowiadają członkowie zarządu, na podstawie art. 299 k.s.h. W razie dokonania jedynie części zapłaty przez spółkę, od członków zarządu można dochodzić zapłaty za niezapłaconą część zobowiązania spółki.

W jaki sposób kontrahent spółki może dochodzić zapłaty należności spółki od członka jej zarządu?

Aby ,,dobrać się do skóry” członka zarządu spółki co do zasady potrzebne jest uzyskanie przez wierzyciela tytułu wykonawczego przeciwko spółce (tj. prawomocnego wyroku sądowego, nakazu zapłaty albo aktu notarialnego opatrzonego w klauzulę wykonalności) oraz prowadzenie przeciwko spółce egzekucji komorniczej. Dopiero w razie ustalenia przez komornika, że egzekucja wobec spółki jest bezskuteczna, (majątek spółki po jego spieniężeniu nie pozwoli na całkowite zaspokojenie egzekwowanej wierzytelności) otwiera się furtka do dochodzenia zapłaty należności bezpośrednio od członka zarządu spółki. Powyższe okoliczności należy wykazać stosownymi dowodami. Sąd Najwyższy dopuścił jednak dochodzenie należności od członka zarządu na podstawie art. 299 k.s.h., pomimo braku wcześniejszego prowadzenia egzekucji przeciwko spółce oraz pomimo braku wydania przez komornika postanowienia o umorzeniu egzekucji z powodu jej bezskuteczności (patrz Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 13 marca 2014 roku pod sygn. akt I CSK 286/13).

Dochodzenie wierzytelności wiąże się z koniecznością złożenia pozwu przeciwko członowi (bądź członkom) zarządu spółki do właściwego sądu gospodarczego. Z uwagi na skomplikowaną materię konieczne może okazać się skorzystanie z pomocy profesjonalnego pełnomocnika, w postaci radcy prawnego bądź adwokata. Koszty sądowe, w tym koszty ustanowienia pełnomocnika zostaną jednak zwrócone wierzycielowi w razie wygrania procesu.

W jaki sposób może bronić się członek zarządu spółki?

Zgodnie z art. 299 § 2 k.s.h., przewidującym tzw. przesłanki egzoneracyjne, członek zarządu może się uwolnić od odpowiedzialności, o której mowa  w § 1, jeżeli wykaże, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości lub w tym samym czasie wydano postanowienie o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego (…), albo że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło nie z jego winy, albo że pomimo niezgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewydania postanowienia o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego (…) wierzyciel nie poniósł szkody. Ciężar wykazania powyższych okoliczności ciąży na pozwanym – członku zarządu.

Wykazanie tych okoliczności przez pozwanego zazwyczaj odbywa się na podstawie opinii biegłego sądowego z zakresu rachunkowości, który bada, czy sytuacja finansowa spółki w momencie, w którym istniało niezaspokojone roszczenie wierzyciela była na tyle dobra, że pozwalała ona na wyegzekwowanie wierzytelności od spółki, a także ustali w jakiej dacie i czy w ogóle zaistniały przesłanki do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości spółki. Z kolei wykazanie braku szkody wierzyciela wymaga przedstawienia przez pozwanego członka zarządu dowodów wskazujących np. na to że zobowiązanie nie mogło zostać wykonane, nawet gdyby we właściwym czasie złożono wniosek o ogłoszenie upadłości.

Dłużnik (członek zarządu) może również bronić się tym, że wierzyciel nie prowadził w sposób prawidłowy egzekucji przeciwko spółce, np. celowo nie skierował jej do całości majątku spółki, a jedynie do jego części przez co komornik nie był w stanie uzyskać dla wierzyciela pełnego zaspokojenia jego roszczenia z majątku spółki. Dłużnik może również próbować udowodnić, że wierzyciel świadomie zwlekał z prowadzeniem egzekucji przeciwko spółce, pomimo iż sytuacja majątkowa spółki się pogarszała. Możliwe jest również wykazanie przez dłużnika, że winę za niespełnienie zobowiązania przez spółkę ponosi poprzedni bądź następny zarząd spółki.

Podsumowanie

W razie niewykonania zobowiązania przez spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością istnieje możliwość ,,przerzucenia” odpowiedzialności za jego wykonanie na członków zarządu spółki. Dochodzenie zapłaty od członka zarządu przed sądem jest możliwe w razie wykazania bezskuteczności egzekucji wierzytelności wobec spółki. Spory sądowe związane z odpowiedzialnością wynikającą z art. 299 k.s.h. zarówno od strony pozywającego wierzyciela jak i pozwanego członka zarządu wymagają dobrej znajomości procedury cywilnej, przepisów kodeksu spółek handlowych oraz prawa upadłościowego i restrukturyzacyjnego, a ponadto znajomości podstaw ekonomii i rachunkowości. Z tego też względu zarówno dla wierzyciela jak i członka zarządu spółki konieczne może okazać się skorzystanie z pomocy profesjonalnego pełnomocnika w osobie radcy prawnego lub adwokata.

 

Radca prawny Tomasz Okrzesik


[1] https://medium.com/blog-transparent-data/polskie-firmy-2021-raport-340fd0954163


W czasie spotkań rodzinnych wielokrotnie dochodzi do kłótni, których powodem jest darowanie za życia bądź zapisanie w testamencie majątku przez rodziców lub dziadków jednemu z dzieci kosztem pozostałych. Co można zatem zrobić w razie pokrzywdzenia przez rodzica?

Cel instytucji zachowku

Już od czasów starożytnego Rzymu ideowym założeniem uregulowania w prawie domyślnego porządku dziedziczenia jest chęć pozostawienia majątku zmarłego w gronie osób mu najbliższych, zgodnie z powszechnie akceptowanymi standardami wypracowanymi w społeczeństwie. Polskie prawo cywilne ustanawia ustawowy krąg spadkobierców również w oparciu o stopień więzi rodzinnej ze spadkodawcą. W przypadku braku sporządzenia przez zmarłego testamentu, w którym spadkodawca może wybrać swoich spadkobierców, w pierwszej kolejności do spadku powoływani są bowiem dzieci (a pośrednio przez nich również wnuki) zmarłego oraz jego małżonek, a w dalszej kolejności, w razie braku dzieci i małżonka spadkodawcy – rodzice,  dziadkowie i kuzynostwo zmarłego.

Owa preferencja przekazywania majątku na rzecz najbliższej rodziny dotyczy całego majątku zbudowanego przez spadkodawcę za jego życia, a więc nie tylko należącego do zmarłego w momencie jego śmierci, ale również darowanego za życia spadkodawcy. Uzyskanie darowizny za życia przez jednego ze spadkobierców uszczupla bowiem majątek spadkodawcy, a przez to majątek jego przyszłych spadkobierców. Celem przewidzianej w art. 991 – 1011 Kodeksu cywilnego (k.c.) instytucji zachowku jest zapobieżenie pokrzywdzeniu najbliższej rodziny przez rodzica bądź małżonka, który swoimi decyzjami za życia lub w drodze rozrządzeń na wypadek śmierci wyprowadził z ,,rodzinnego” majątku co istotniejsze jego składniki, faworyzując w ten sposób jednego ze swoich spadkobierców bądź osobę całkowicie z nią niespokrewnioną. Instytucja ta służy ponadto zapewnieniu pewnego minimum równego traktowania wszystkich spadkobierców przez spadkodawcę.

Istota roszczenia o zapłatę zachowku

Sedno instytucji zachowku polega na tym, że w razie darowania za życia bądź zapisania przez zmarłego w drodze testamentu nieruchomości, ruchomości, prawa bądź sumy pieniężnej na rzecz wybranych przez siebie osób, tym potencjalnym spadkobiercom, którzy w razie braku dokonania takich rozrządzeń otrzymaliby większy majątek tytułem spadku, przysługuje prawo domagania się wyrównania poniesionej przez nich straty od osoby obdarowanej ponad sprawiedliwą miarę. Wyrównanie to następuje do poziomu połowy (w przypadku niepełnoletnich dzieci do poziomu 2/3) wartości spadku, który odziedziczyłaby osoba pokrzywdzona w razie gdyby spadkodawca nie rozrządził majątkiem w inny sposób.

Przykładowo, jeśli rodzic za życia darował lub zapisał w drodze testamentu jednemu ze swoich trzech dzieci nieruchomość stanowiącą jedyny znaczny majątek spadkodawcy o wartości 400 000 zł i nie zrekompensował tego w dostateczny sposób pozostałym dzieciom w drodze darowizn za życia albo rozrządzeń testamentowych, przysługuje im roszczenie wobec tego z rodzeństwa, który otrzymał ową znaczną darowiznę. Biorąc pod uwagę, że spadkobiercami zmarłego rodzica na podstawie ustawy byłaby trójka rodzeństwa oraz drugi z rodziców, wartość udziału spadkowego każdego z nich wynosiłaby ¼. Gdyby jednak rodzic nie dokonał darowizny o wartości 400 000 zł na rzecz tylko jednego ze spadkobierców, wartość majątku odziedziczonego przez każdego z nich wyniosłaby 100 000 zł. Dokonanie darowizny przez zmarłego spowodowało jednak to, że jeden ze spadkobierców otrzymał od zmarłego majątek o wartości 400 000 zł, z kolei pozostali spadkobiercy nie otrzymali nic. Warto odnotować, że wartość darowizny należy ustalać na dzień dochodzenia zachowku, a nie jej dokonania. W takiej sytuacji pokrzywdzonym należy się zachowek od obdarowanego ponad miarę spadkobiercy. Roszczenia ,,pokrzywdzonych” wynoszą zatem połowę z wartości ich udziału spadkowego, czyli 50 000 zł i takiej kwoty każdy z nich może domagać się do tego ze spadkobierców, który otrzymał ową znaczną darowiznę. Gdyby z kolei którykolwiek ze spadkobierców był niepełnoletni w momencie śmierci spadkodawcy, wartość jego zachowku wyniosłaby 66.666 zł (2/3 z kwoty 100 000 zł).

Oczywiście wyżej opisana sytuacja stanowi bardzo klarowne uproszenie. W praktyce zazwyczaj zdarza się, że zmarły darował majątek częściowo każdemu ze swoich przyszłych spadkobierców, natomiast jeden z nich otrzymał majątek o wartości większej od pozostałych. Wtedy obliczenia doznają znaczących modyfikacji. Na schedę spadkową należy bowiem doliczyć każdemu ze spadkobierców otrzymane przez niego darowizny i zapisy. Rozbudowując podany wyżej przykład, gdyby rodzic darował bądź zapisał w testamencie pokrzywdzonemu rodzeństwu dodatkowo po 100 000 zł, łączna wartość majątku spadkodawcy (przy założeniu braku dokonania darowizn za życia) wyniosłaby 600 000 zł. W takim układzie każdy ze spadkobierców powinien otrzymać spadek o wartości po 150 000 zł (1/4 z 600 000 zł) , a ich zachowek wynosiłby po 75 000 zł (połowa wartości udziału w spadku). Oznaczałoby to, że poprzez darowizny zachowek wszystkich dzieci został już pokryty, a jedyną osobą, której przysługiwałoby roszczenie z tytułu zachowku byłby drugi ich rodzic, który mógłby żądać od dzieci zapłaty zachowku w kwocie 75 000 zł, o ile oczywiście wartość spadku w momencie śmierci spadkodawcy byłaby zerowa.

Doliczanie darowizn i kosztów wychowania

Podsumowując, na należny spadkobiercy zachowek, tj. minimalną wartość majątku po swoim spadkodawcy zalicza się wartość spadku odziedziczoną od spadkodawcy, jak również wartość darowizn otrzymanych od niego za życia. Co ciekawe, na poczet zachowku doliczane są również poniesione przez spadkodawcę na dziecko koszty wychowania oraz wykształcenia ogólnego i zawodowego, o ile koszty te przekraczają przeciętną miarę przyjętą w danym środowisku.

Dochodzenie zachowku

Zapłaty zachowku należy dochodzić przed sądem w drodze pozwu złożonego przeciwko osobie, która została obdarowana bądź odziedziczyła spadek o wartości wyższej niż ta wynikająca z przepisów prawa.

 

Radca prawny Tomasz Okrzesik